Zamknij kochanie swe oczka zielone
Przecież to widać, że są zmęczone.
I nie drocz się ze mną udając swe spanie
Ja to szybko poznam, Ty moje kochanie.
By dzień trwał dłużej też bardzo bym chciała
Wtedy więcej razy bym Cię przytulała
Lecz gdy w czasie nocy sobie odpoczniemy
Jeszcze mocniej mój skarbie tulić się będziemy.
frejfru
czwartek, 15 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
Mrówek Franio
Gdzieś niedaleko, gdzieś całkiem blisko
Tętniło życiem pewne mrowisko
Mrówki jak wiecie pracują wiele
Przez cały tydzień lecz nie w niedzielę
Od poniedziałku aż do soboty
Każdy ma ręce pełne roboty
Każdy z wyjątkiem małego Frania,
który omijał wszelkie zadania
Wiecznie zmęczony, ciągle marudził
Bo się zasapał, bo się pobrudził...
Bo nigdy nie chciał być taką mrówką
Co chwilę zjawiał się w nową wymówką
Mama martwiła się tym niesłychanie
Co z tego Franka będzie kochanie?
Weź porozmawiaj, weź się za niego
Ja nie mam siły już znosić tego
Tata się starał, ciągle tłumaczył.
Chciał by syn w sobie mrówkę zobaczył
Chciał by w mrowisku znalazł swą drogę
Lecz ciągle słyszał: "tato! Nie mogę"
Mama martwiła się tym niesłychanie
Co z tego Franka będzie kochanie?
Weź porozmawiaj, weź się za niego
Ja nie mam siły już znosić tego
Tata się starał, ciągle tłumaczył.
Chciał by syn w sobie mrówkę zobaczył
Chciał by w mrowisku znalazł swą drogę
Lecz ciągle słyszał: "tato! Nie mogę"
Pewnego ranka, tuż przed śniadaniem
Zaskoczył wszystkich dość krótkim zdaniem.
"Nie chcę być mrówką, zmieniam rodzinę!"
Do tego dodał dość groźną minę.
Poszedł i w domu nastała cisza
Tata nie wierzył, że to usłyszał
Mama w bez ruchu przez chwilę stała
A siostra Franka się popłakała.
Jednak gdy pierwszy szok wszystkim minął
Poszli za Frankiem całą rodziną.
Kierując pierwsze kroki do lasu,
Szukali dokładnie nie tracąc czasu
Jednak gdy pierwszy szok wszystkim minął
Poszli za Frankiem całą rodziną.
Kierując pierwsze kroki do lasu,
Szukali dokładnie nie tracąc czasu
Tymczasem Franek kroczył z uśmiechem.
Kiedy się nudził rozmawiał z echem.
Drzemał pod liściem gdy był zmęczony
Pił rosę z trawy gdy był spragniony.
Minął dzień pierwszy, drugi i trzeci
W podróży zwykle czas szybko leci.
Kiedy minęła kolejna doba
Stwierdził: "coś mi się znowu tu nie podoba".
Usiadł wygodnie blisko kałuży
"To życie teraz się jakoś dłuży,
Każdy dzień pełen jest przyjemności
A zamiast cieszyć, drażni i złości"
To rzekł do siebie rozczarowany
Pomyślał zaraz o radach mamy
Przypomniał sobie taty wskazówki
"mrowisko to dom dla każdej mrówki"
Posmutniał trochę, czuł jakieś braki
Teraz dzień każdy był byle jaki
Co dzień to samo, nic się nie działo
Już nawet leżeć mu się nie chciało.
Tęsknił za mamą, brak było taty
Teraz zobaczył jak był bogaty.
"Więcej do szczęścia nie potrzebuję
Chyba do domu wrócić spróbuję"
I szybko wróciłby Franek do domu,
Ale zapomniał wziąć telefonu.
Tam miał kontakty i nawigację...
Z nim pewnie zdążyłby na kolację
Płacząc (co zdarzyć może się czasem)
Głosy znajome słyszał za lasem
Bał się, że wyobraźnia figle mu płata
Lecz nie! To siostra, mama i tata!!!
Ach! Co za szczęście mam niesłychane
Wrócę do domu i tam już zostanę
Tam mam swą radość, swoją rodzinę
Bez nich na pewno nigdy nie zginę.
Posmutniał trochę, czuł jakieś braki
Teraz dzień każdy był byle jaki
Co dzień to samo, nic się nie działo
Już nawet leżeć mu się nie chciało.
Tęsknił za mamą, brak było taty
Teraz zobaczył jak był bogaty.
"Więcej do szczęścia nie potrzebuję
Chyba do domu wrócić spróbuję"
I szybko wróciłby Franek do domu,
Ale zapomniał wziąć telefonu.
Tam miał kontakty i nawigację...
Z nim pewnie zdążyłby na kolację
Płacząc (co zdarzyć może się czasem)
Głosy znajome słyszał za lasem
Bał się, że wyobraźnia figle mu płata
Lecz nie! To siostra, mama i tata!!!
Ach! Co za szczęście mam niesłychane
Wrócę do domu i tam już zostanę
Tam mam swą radość, swoją rodzinę
Bez nich na pewno nigdy nie zginę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)